„Krótka relacja nieco dłuższego maratonu. 12 lutego stanęliśmy na starcie mara tonu w Helu, pod pomnikiem Neptuna króla mórz. Pewnie dlatego ominęły nas srogie mrozy i opady deszczu i śniegu. Po energetycznej rozgrzewce przeprowadzonej przez Mariolę Pasikowską ruszyliśmy w trasę. Okazało się, że organizator przynajmniej do połowy dystansu chciał prowadzić grupę w całości… Pierwsze 5 kilometrów szliśmy baaardzo powoli – jak żów ociężale
. Po wyjściu na otwartą plażę przewiało nam ospałość,gdzie pieprz rośnie
. Trzeba było ruszyć z kopyta. Oczywiście nie był to maraton na czas, ponadto uczestnicy byli bardzo zróżnicowani wiekowo i kondycyjnie. Spotkaliśmy jedną z najstarszych uczestniczek, chyba Panią Aleksandrę (nie mamy pewności). Pani Ola zdradziła swoją datę urodzin. 1938r!!! SZACUN! I CZAPKI Z GŁÓW i pani Ola nie szła w ogonie! Przerwy w marszu jak na nasze standarty były nieco za długie, ale jak już pisaliśmy, nie byliśmy sami
. W związku ze zmianą trasy część maratonu musieliśmy pokonać „deptakiem” ,ale przynajmniej mieliśmy widok na zamarźniętą zatokę pełną mew i łabędzi. Gdy ponownie weszliśmy na ścieżkę wijącą się w „lesie” (gdzie mu tam do naszych
) – pomiędzy morzem a zatoką było już nadeptane dobre 36 km. Dotarło do nas,że to nie będzie dystans 42km i 195m tylko nieco więcej… Właśnie te nieco było najtrudniejsze
. Szczęśliwie udało nam się doczłapać do Alei Gwiazd Sportu, gdzie była meta naszego wyzwania! Oj nie wiemy czy bez pomocy Małgosi i Piotra, którzy po nas przyjechali dotarlibyśmy do hotelu
. Wrażeń dużo, będzie co opowiadać.”
Bożena Grabowska
Strony:
- 1
- 2




















