„Słodko gorzki smak Wrocławskiego Półmaratonu..
Start ten miał być dobrym przetarciem i mocnym biegiem. Wszystko szło przerażająco dobrze do momentu, kiedy po rozgrzewce, na 20min do startu podeszłam do trenera żeby zmienić buty. Otworzyłam plecak i jakie było moje zdziwnie, kiedy okazało się, że… Zgubiłam buty startowe.
Szybka przebieżka na adrenalinie, ja po parku, gdzie się rozgrzewałam, a trener po trybunach gdzie spędziliśmy ostatnie godziny przed biegiem.
0 śladu po startówkach.. wyjście było tylko jedno, biec w butach, w których przyjechałam.
Sklepane, twarde, 3 letnie już buty były moim jedynym wyjściem.
Do Wrocławia jechałam z aspiracjami na wygranie jednego z największych Półmaratonów w Polsce..
Pech chciał, że przed startem zaczął padać deszcz, a moje buty nie miały nic wspólnego z dobrą przyczepnością, amortyzacją i komfortem
Miałam 6min żeby przestawić głowę na walkę w fatalnych warunkach.
Ostatecznie z marnym jak na moje oczekiwania wynikiem (1:17;52), na metę wbiegłam jako 25 zawodniczka spośród
10 301 startujących, 3 kobieta i 2 Polka
Jedno jest pewne Wrocławiu, jeszcze tu wrócę ’ – pisze Beata!!!


Strony:
- 1
- 2




















